Z historii obrazów kilka

Bogactwo różnego typu wspólnot i ruchów w Kościele zadziwia. Czy wszystkie są koniecznie potrzebne? A tym bardziej: czy tworzyć nowe podmioty? może prościej zaangażować się w te, które już istnieją, działają i mają za sobą drogę legislacji zakończoną sukcesem?

Kościół jest organizmem dynamicznym; „nowość” spotkania z Jezusem musi prowokować. Historia pokazuje, że wiara przeżywana w konkretnym miejscu i czasie, pozwala dostrzegać „nowe potrzeby” konkretnego człowieka czy wspólnoty, które wymagają „nowej” odpowiedzi.

Moje osobiste doświadczenie spotkania z rzeczywistością Niepoględzia – małej, popegeerowskiej wsi, ze swoimi problemami, zagubionej w rytmie systemowych przemian – stało się okazją do wielu refleksji i przemyśleń na temat obecności Kościoła w społecznościach takich jak ta, którą tu spotkałem. Rekolekcje przeżywane tutaj przez młodzież, która przyjeżdżała z całej Polski ukazały ogromne pragnienie dynamizacji wiary mieszkańców – członków specyficznego, „wiejskiego” Kościoła. W odróżnieniu od ośrodków miejskich, wiejskie parafie są pozbawione prawie całkowicie wszelkich nowych form pracy duszpasterskiej; brak tu wspólnot i ruchów, ożywienie liturgii jest praktycznie niemożliwe z powodu braku dostępnych środków, aktywność i zaangażowanie w akcje Kościoła ogranicza się często do „zbiórek do puszek” na określony cel. Ten dość ubogi wymiar życia religijnego takich środowisk ma duży wpływ na niską samoświadomość chrześcijan w wymiarze społecznym; wspólnoty parafialne na wsi rzadko podejmują inicjatywy, które mają wpływ na ich codzienne życie, zmieniają tę rzeczywistość na lepszą lub nadają jej nowe aktywne, wymiary i kształt.

Inicjatyw podjęta w Niepoględziu przez gdańską prowincję franciszkanów – utrzymanie szkoły i jednocześnie prowadzenie ośrodka rekolekcyjno-powołaniowego – była doskonałą odpowiedzią na wyzwanie jakie stawało przed Kościołem w takich właśnie miejscach jak to. Paradoksem był fakt że kiedy Kapituła Duchowa w Krakowie zauważała potrzebę zaangażowania zakonu w takich miejscach jak Niepoględzie, prowincja podjęła decyzję o wycofaniu się z Niepoględzia.

Potencjał jaki prezentowała młodzież uczestnicząca w rekolekcjach był ogromny. Już w 1998 roku definitorium zaakceptowało powstanie stowarzyszenia Franciszkański Apostolat Młodych, które proponowałem jako kontynuację dalszej formacji dla młodych uczestników rekolekcji franciszkańskich. W moim przekonaniu utrzymanie w stałej łączności z zakonem tak dużej grupy młodych, aktywnych ludzi, którzy nie wybierali drogi życia zakonnego lub kapłaństwa, ale ciągle byli zakochani w św. Franciszku, było bezcenne. Kapituła prowincji w 2000 roku przyniosła zmianę władzy; FAM tak naprawdę „umarło” nim zaczęło działać.

Rezygnacja zakonu z Niepoględzia sprowokowała mnie do złożenia w 2001 roku pierwszej prośby o powołanie nowej wspólnoty, która odpowiadała by na potrzeby takich środowisk jak to, które spotkałem w Niepoględziu. Ani ta prośba, ani następne składane nie dostały zielonego światła od moich przełożonych.

Latem 2005 roku z inicjatywy dawnych „rekolektantów”, w dwudziesto kilko osobowej grupie spotkaliśmy się w Niepoględziu. Entuzjazm franciszkowy młodych nie osłabł; pojawiła się nadzieja na realizację planów „odłożonych” na półkę. Kolejne spotkanie wyznaczone na wrzesień nie odbyło się. Z soboty na niedzielę 17/18 września pałac spłonął.

Indywidualne kontakty trwały. W lipcu tego roku „spotkanie po latach” uświadomiło obecnym (i nie tylko), że przyszedł czas by urzeczywistnić to, co od lat, każdy na swój sposób czuł – powołać do życia nową wspólnotę.